Mogę przytulić córeczkę i kochać ją jeszcze bardziej za to co dla nas zrobiła....

Co chwila czytam Wasze komentarze i chociaż ( jak napisała o mnie Pani Swojego Czasu Ola Budzyńska) "mocna i silna ze mnie babka" to jednak ryczę nad każdym Waszym wpisem.... Cała sytuacja, pożar, straty materialne i trauma po incydencie - nie wzbudziły we mnie tyle emocji co Wasza inicjatywa.

 Od czasu pożaru zadaje sobie jedno pytanie: "DLACZEGO JA???" "Dlaczego to właśnie mnie się to przytrafiło?" Byłam zawsze dobrym człowiekiem, starałam się jak mogłam pomagać innym, tak ludziom jak i zwierzętom, ciężko pracowałam nad budową mojej marki i mojego małego biznesu, próbując wychować córeczkę na wrażliwą i fajną babeczkę. "DLACZEGO WŁAŚNIE MNIE PRZYTRAFIŁO SIĘ TYLE ZŁEGO?" I dzięki Wam i wszystkim reakcjom jakie dostaję - otrzymałam odpowiedź, która wzruszyła mnie znów do łez. Pożar był tylko przykrym incydentem życiowym, który prawdopodobnie po coś się wydarzył. Bo przecież: nic nie dzieje się bez powodu?.... A całe dobro, które w moim życiu dałam - wraca teraz ze zdwojoną siłą: tutaj, dzięki Wam i Waszym cudownym chęciom wsparcia. Jestem Wam bardzo wdzięczna za chęć pomocy a jednocześnie jako "mocna i silna babka" czuję się baaardzo niezręcznie jakąkolwiek pomoc przyjmując. Uważam, że na świecie jest dużo więcej osób, które tej pomocy potrzebują bardziej niż ja. Razem z córeczką jesteśmy bezpieczne. Mam rodzinę, brata, przyjaciół u których mogę przebywać w najbliższym czasie i do kiedy nie stanę na nogi. Oczywiście moja działalność gospodarcza była bazą do wszystkiego. Uwielbiałam tą pracę i pierwszy raz w życiu czułam się szczęśliwa krojąc i szyjąc moje cuda dla fantastycznych babeczek. I rosło mi serce widząc jak powiększa się grono fanek moich autorskich chust. Teraz czuję się jakby ktoś wyrwał serce z mojej piersi, patrząc na te wszystkie zniszczenia. Dużo zawsze podróżowałam i wbrew opiniom naokoło wybierałam miejsca po katastrofach. Wykupując wycieczkę do Tajlandii zaraz po tsunami, wiedziałam że to nie będą wakacje marzeń ale tylko w ten sposób ( wspierając turystykę z której właśnie oni żyją ) mogę im najszybciej pomóc stanąć na nogi. Teraz myślę tak samo o sobie. Żyłam z mojej działalności gospodarczej i muszę zrobić wszystko, żeby to ją w pierwszej kolejności postawić na nogi bo przecież jest bazą do wszystkiego. Zawsze byłam optymistką i nawet w tej sytuacji (choć dramatycznej) próbuje znaleźć pozytywy. Podstawą dla mnie jest odbudowanie biznesu, który daje mi chleb i pozwala przeżyć. Jestem Wam ogromnie wdzięczna za wsparcie i cudne inicjatywy ale sumienie nie pozwoli mi przyjąć wsparcia finansowego czy materialnego, ponieważ jestem przekonana, że na świecie jest duuużo więcej osób, które tej pomocy potrzebują bardziej niż ja. Wraz z grupą Pań Swojego Czasu ( do której dumnie należę i dzięki wsparciu cudownej Oli Budzyńskiej udało nam się zorganizować świetny projekt , który postawi na nogi nie tylko moją działalność ale również wesprze kolejne kobiety w potrzebie. Bo przecież dobro powraca... Ja mając możliwość powrócić do mojej pasji - odzyskam sens tego co dotychczas zbudowałam i tego co brutalnie odebrał mi nieszczęśliwy los. Stała się tragedia, tym większa że taka nagła i niespodziewana. I chociaż straciłam wszystko czuje się szczęściarą, mając tyle cudownych osób wokół mnie. czuję się szczęściarą, bo jednak żyję, mogę przytulić córeczkę i kochać ją jeszcze bardziej za to co dla nas zrobiła.... 

Emilia

Emie